Wróć do poprzedniej strony....

Angels of Fire - za nami!


Aktualizacja: 22-11-2009 11:42
Łukasz Rajewski został zawodowym Mistrzem Świata, Tomasz Kowalski wygrał turniej K-1 do 75kg, a Czechy wygrały "mecz" z Polską...

Gala Angels of Fire VI jak zwykle została przeprowadzona zgodnie z planami, z dużym profesjonalizmem i doświadczeniem zespołu Tadeusza Kopcińskiego. Ognie płonęcy cały wieczór, telewizja TVP Sport transmitowała walki i robiła wywiady, znakomici goście uświetnili wydarzenie swoją obecnością (Mamed Khalidow, Tomasz Drwal, Przemysław Saleta).

Każdy obserwator gali może mieć swoje zdanie - czy podoba mu się 6-godzinny plan walk (22 pojedynki!), czy poziom sportowy i emocje - odpowiadają mu lub nie. Moim zdaniem trzeba w swoich wypowiedziach promować kickboxing, K-1 i ogólnie sporty walki w Polsce - i robi to "K" Kopciński, inwestując spore pieniądze i składając medialne widowisko w jedną całość. Wizja tej organizacji pod kątem sportowym nie zawsze spójna jest z moim punktem widzenia - ale na wstępie chciałbym oddać szacunek dla ogromnej pracy całej ekipy z Płocka!

Zawody rozpoczęły się od walk rozgrywanych w ramach amatorskiej ligi MMLKB Spartanwear. Walczyli głównie zawodnicy i zawodniczki z sekcji prowadzonych przez trenera Rajewskiego - UKS Słupno, UKS Wyszogród i Rajewski Team Płock. Na ringu pojawili się najmłodsi (12-latkowie), debiutujące dziewczyny (14-16 lat), stawiający pierwsze kroki juniorzy. Wytrzymali presję sporej publiczności (na trybunach siedziało już ponad 500 osób), dali z siebie wszystko. Trzeba jednak przyznać, że to debiut "z grubej rury" - przy wyjściu zapowiadanym przez spikera, wśród dymu firmowych pochodni Angels of Fire. Powodzenia w rozwijaniu kariery!

Następnie rozpoczął się pojedynek "Czechy kontra Mazowsze". Dwa pierwsze starcia to przegrana przez KO Sebastiana Rajewskiego z doświadczonym 16-latkiem Davidem Hunanjanem, następnie stan meczu wyrównany przez Bartosza Malinowskiego, po wygranej na punkty z Lukasem Dvorakiem.

4 następne walki to formuła MMA. Parterowe pojedynki w mojej opinii lepiej ocenia się w telewizji, gdzie zbliżenia i dobra praca operatora może pozwolić na wychwycenie taktyki, dążenia do dźwigni lub walki o pozycję. Ja przeskoczę do "stójki".

Zaraz później rozpoczął się bowiem turniej K-1 do 75 kg. Transmisję rozpoczęła telewizję, na halę dotarł komentujący zawody Przemysław Saleta. A między linami pojawił się Rafał Dudek (Halny Nowy Sącz) oraz Przemysław Zygmuntowicz (Arrachion MMA Olsztyn). Rafał pokazał swój fantastyczny przegląd, doświadczenie i umiejętności - spokojnie prowadził walkę, rozpoznając rywala. Mając na uwadze turniejowy charakter walki - zmieniał tempo, jednak nie wdawał się w wymiany. Kolejnymi kombinacjami osłabiał Zygmuntowicza, który w drugiej rundzie pogubił się dość znacznie. Sędzia wyliczył go dwukrotnie, ale kryzys udało się opanować. Dudek jednak umiejętnie podkreślał swoją przewagę do końca trzeciej rundy, pewnie wygrywając.

Łukasz Szulc (Czerwony Smok Poznań) i Tomasz Kowalski (Palestra Warszawa) tworzyli drugą parę półfinałową. Szulc ma na swoim koncie tytuł zawodowego mistrza Polski K-1 oraz tytuły amatorskie - powracał jednak po kontuzji (otwarte złamanie nosa na Mistrzostwach Świata w Villach). Kowalski - choć na razie mniej znany na polskiej scenie - to bardzo solidny i wszechstronny zawodnik, reprezentujący Palestrę - klub "na fali". Od początku to warszawianin narzucił swój styl, silnymi kombinacjami zepchnął Szulca do defensywy i nie wypuścił od początku do końca walki. Sędziowie nie mieli problemów, finał: Dudek - Kowalski!

Następnie na ringu pojawili się młodzi zawodnicy kategorii -57 kg. Mateusz Rajewski (Rajewski Team Płock) oraz Michał Polak (Gladiator Bydgoszcz). Zacięta, wyrównana i twarda walka nie wyglądała na pojedynek juniorów! Było naprawdę emocjonująco, od pierwszego gongu. Inicjatywę w mojej opinii posiadał Polak, choć Rajewski odcinał się silnymi low-kickami i nieustępliwością. Trudny werdykt sędziowski wskazał na zawodnika gospodarzy - choć oklaski dla bydgoszczanina były dowodem uznania wśród publiczności. A to czasem ważniejsze, niż sam werdykt...

Na zakończenie pojedynku czesko-polskiego między liny wszedł Łukasz Boom-Boom Pławecki i Petr Issoz. Polak wrócił po złamaniu ręki i choć bardzo mocno przygotowywał się do gali, zabrakło trochę zdrowia. 13 centrymetrów wyższy Issoz narzucił swój dystans i punktował. Choć w pierwszej rundzie przyznałbym wygraną Boom-Boomowi, w dwóch następnych lepszy był Czech. Tak samo oceniali tę walkę sędziowie i puchar meczowy trafił do gości z Tolja team. Gratulujemy!

W kolejnym starciu rewanż za przegraną na MMLKB chciął wziąć Robert Rajewski. Wyzwał na pojedynek Damiana Krawczyka - a ten przyjął wyzwanie. Z pierwszą sekundą walki rozpoczęło się bombardowanie, w którym celniej uderzał Krawczyk. Jedna z kombinacji, zakończona silnym sierpem - "podłączyła" Rajewskiego i wysłała go na deski. Choć na 8 przyjął postawę do walki, Krawczyk poczuł wiatr w żagle i bezlitośnie punktował rywala. Po kolejnym liczeniu narożnik poddał płocczanina, a ekipa Change GYM Kraków wybuchła radością.

Walka następna to dominacja Michała Królika. Szacunek dla rywala, który zastąpił kontuzjonawanego Czecha w ostatniej chwili i wytrwał przez 3 rundy. Jednak to młody kickboxer z PACO Katowice posiadał inicjatywę i większe umiejętności, co docenili też sędziowie - przyznając mu wygraną·

Finał turnieju K-1 zapowiadał się ciekawie i nie zawiódł. Dudek rozpoczął trochę zbyt asekuracyjnie, badając Kowalskiego luźnymi kombinacjami i szukając swojego dystansu. Pierwsza runda bardzo wyrównana, choć panowie jeszcze nie wytoczyli pełnego arsenału. W drugiej odsłonie trochę mocniej zaatakował Kowalski, choć przyjmując kilka uderzeń w rozbite oko - musiał zmieniać tempo walki. W ostatniej odsłonie taktyczny fortel trenera Łukasza Roli - zmiana pozycji - przyniósł efekty. Dudek nie zdążył się dostosować do walki z "mańkutem", a Kowalski punktował i wykazywał inicjatywę. Werdykt sędziowski nie był jednak prosty... ale okazały puchar trafił do zawodnika z Palestry Warszawa, Tomasza Kowalskiego.

Walka wieczoru to pojedynek Łukasza Rajewskiego (Rajewski Team Płocł) z Belgiem, Joghenem Waagemansem (Bulls Gym / Belgia). 18 lat młodszy od rywala Polak rozpoczął zdecydowanie, choć mocno trzymając się założeń taktycznych - trzymając walkę na dystans, nie wdając się w bójkę. Pierwsze starcie wygrał, ale Belg nie chciał oddać pola. Rozkręcał się z rundy na rudnę - i pokazywał doświadczenie i umiejętności, szukając sposobu na Polaka. W mojej opinii nawet przeważał w ostatnich starciach, jednak gorący grunt płockiej hali Chemika nie tak łatwo zdobyć. Rajewski realizował swoje założenia i plany, a werdykt sędziowski był jednoznaczny: Łukasz Rajewski Mistrzem Świata WKA!

W dwóch ostatnich walkach Angels of Fire znowu mierzyli się zawodnicy MMA. Nilson Pereira z Brazylii skończył dość szybko swoją walkę, po efektownym rzucie przez biodro. Sławomir Kołtunowicz upadając złamał nieprzyjemnie rękę, co zakończyło starcie.

 

Źródło: Jacek Brzeski / KiBo.pl

Drukuj